Translate

czwartek, 16 lipca 2015

Opowiadanie 2*

Otwieram oczy i rozglądam się po pokoju. No tak zapomniałam że jestem u Violetty. Zerkam w stronę zegarka , godzina 7:39. Normalnie to już o 4 jestem na nogach, nareszcie mogłam się wyspać. Wstałam z łóżka kierując się w stronę wyjścia by coś zjeść. Gdy znajduje się w kuchni zastaje Olgę.
- Oo dzień dobry słoneczko jak się spało? - mówi wesołym tonem. No i jak mam być niemiła dla takiej osoby jak ona. Może dla niej zrobię wyjątek i postaram się być odrobinę milsza?
- Dzień dobry Olgą. Jakoś przetrwałam tę noc chociaż gdybym miała wybierać to wolała bym być w swoim łóżku .- usiadłam na krześle obserwując jak Olga przygotowuje kawę.
-  Rozumiem że wolała byś być u siebie ale aż tak tragicznie nie było. Starałam się przygotować pokój tak by było co w nim przyjemnie.
- Skoro ty to przygotowałaś to było wygodnie . - uśmiechnęłam się następnie kierując się do lodówki wyjmując jogurt.
-  A nie zapomniałaś że najpierw leki potem posiłek.- kobieta zwinny ruchem odebrała mi jedzenie dając szklankę wody i tabletkę.
- No tak zapomniałam - szybko łuknełam lekarstwo odbierając ponownie jogurt.
- A ty czemu nie jesz z resztą domowników ?- pyta się Olga wkładając brudne naczynia do zmywarki.
- A tak jakoś. Wolę siedzieć z tobą.- podeszłam do kobiety pomagając jej chować naczynia.
- Miło mi. Ale nie możesz mi pomagać , pamiętaj co mówił lekarz. Masz odpoczywać.
- Oj tam to przecież nic takiego. Ja nie dam rady tak siedzieć bezczynnie.
- Wiesz co Ludmiło jesteś inna niż sądziłam. Z opowieści Violetty sądziłam że jesteś bardzo samolubna , wredna itd. A tu taka niespodzianka- przerwała czynność którą robiła , odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się.
- Pozory często są mylne. OK wiec ja już idę na górę się ogarnąć i poleżeć tak jak mi kazano.- uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę pokoju.
Godzina 14:37. Violetta i Federico wrócą zaraz ze studia a ja leżę i nic nie robię. Jak ja mam wytrzymać przez tydzień skoro jeden dzień to dla mnie tortury. Nie mam z kim porozmawiać, nie mogę ćwiczyć , nie mam co rysować po prostu KATASTROFA. Proszę niech w końcu coś się stanie bym mogła się ruszyć z tego miejsca. A może pójdę do Olgi i spytam się czy mogę z nią iść po zakupy. Tak , właśnie tak zrobię.
- Olga mogła bym iść z tobą po zakupy?- pytam gdy kobieta miała już wyjść.
- Nie musisz dam sobie radę. Do tego nie chce byś się na darmo przemęczała chodzeniem.- uśmiechnęła się i powoli wychodziła z domu.
- Ale .... - nie zdążyłam ponieważ kobieta opuściła dom. Ugh... głupi dom , głupia Violetta po co zaproponowała mi bym tu zamieszkała , by tylko się nade mną znęcać. Mogłam sobie teraz siedzieć w swoim domu w którym mogła bym robić co mi się żywnie podoba. A tu ! Nic nie mogę robić. Idę wściekła na górę lecz zatrzymuje mnie fortepian którego zauważyłam w salonie. Podeszłam do niego i zaczęłam grać melodie którą sama wymyśliłam. Nagle usłyszałam jak dźwięk otwierających się drzwi. Do domu weszła Violetta z Francesko, Leonem, Federicem i Maxim.
- O cześć Ludmi jak tak cały dzień lenistwa - spytała jak zwykle uśmiechnięta Violetta.
- Okropnie . Gorzej być nie mogło.
- Nie przesadzaj nie było chyba aż tak źle. Zresztą już nie musisz się nudzić , jak chcesz to możesz z nami iść na górę i pomoc w wymyśleniu przyjęcia niespodzianki dla Cami?  - spytała si Violetta podchodząc do mnie.
- Hmmm.... niech pomyślę....... NIE.
- No weź nie bądź taka , choć z nami.- zaproponowała Franceska
- Po pierwsze nie lubię was , po drugie nie mam zamiaru iść na urodziny Camilii, po trzecie nienawidzę wszystkiego co ma związane z urodzinami - powiedziałam z wyrzutem wstając od fortepiana.
- Dlaczego nienawidzisz urodzin? - spytał się Leon.
- Po prostu nie lubię i już . Koniec tematu.- odeszła od nich kierując nie do ,,mojego pokoju".
Już od dwóch godzin słyszę głośną rozmowę z pokoju Violetty. Ile oni mogą ustalać jakieś głupie urodziny dla tej hipiski. Do tego nie potrafią zachowywać się ciszej. Wydaje mi się że  zaczynają gadać coraz głośniej dlatego że doszło tam kilka kolejnych osób. Próbuję się skupić na dokończeniu mojej piosenki ale się nie da przez nich. Okey tego już za dużą. Wstaje i kieruje się w stronę pokoju Violetty. Wchodzę i zaczynam się drzeć.
- MOŻECIE ŁASKAWIE SIĘ UCISZYĆ!! NIE TYLKO WY JESTEŚCIE W TYM DOMU !!!- nastaje cisza.
- Yymm... przepraszamy że tak głośno byliśmy, już nie będziemy.- powiedziała ze skruchą Violetta.
- Dziękuję - wychodzę trzaskając drzwiami. No nareszcie cisza.
Już właśnie kolacje przygotowaną przez gospodynie. Musze przyznać że bardzo dobrze gotuje.
- I jak smakuje ?- pyta się Olga.
- Tak, tak jest przepyszne.- uśmiecham się.
- To się ciesze. Kwiatuszku mam pytanie ?
- Jakie ?
- Powiedz dlaczego dla wszystkich jesteś taka zimna i wredna?- po tym pytaniu o mało się nie za krztusiłam. Nie spodziewałam się takiego pytania.
-. .... Taka już jestem.- odpowiadam cicho.
- Nie wieże. Musi być jakiś powód takiego zachowania- siada naprzeciw mnie.
- Niby dlaczego tak sądzisz?
- Poznałam cię lepiej i wiem że jesteś bardzo dobro dziewczynką. Coś się kiedyś stało co zmieniło twój charakter, prawda? - i co ja teraz zrobię. Nie chce jej powiedzieć prawdy bo wtedy by powiedziała innym a wtedy wszyscy by się nade mną użalali. A najgorsze że  matka by się dowiedziała a jakby się dowiedziała to bym miała przechlapane.
- Nie , nieprawda. Miałam wspaniałe dzieciństwo , nic złego się nie stało. Tak już jest i nic tego nie zmieni.- odeszła od blatu i poszłam szybko w stronę pokoju po drodze potrącając Federico który szedł na kolacje. Weszłam do pokoju trzaskając drzwiami następnie zsuwają się po nich i kładąc brodę na podkulonych kolanach. Po godzinie siedzenia w tej pozycji przyszykowałam się do spania i przed położeniem się wzięłam leki następnie poszłam spać.


                                                                                KirA

1 komentarz:

  1. Hej jestem nowa ale uważam, że piszesz świetnie i nie mogę się doczekać 3 ;)
    Lusia ❤️

    PS. Zapraszam do mnie (ruggchi-te-quiero.blogspot.com)


    Kocham Lusia ❤️

    OdpowiedzUsuń