Stoję właśnie na scenie by przedstawić wszystkim w auli moją nowo piosenkę. Muzyka zaczyna się, pierwsze słowa piosenki same wychodzą z mojej buzi. Pierwsza zwrotka poszła doskonale zaczynam refren. Dziwne uczucie przechodzi mnie od stóp do głów. Czuje osłabienie jednak ignoruje to i dalej śpiewam. Zaczynam drugą zwrotkę , tym razem ból głowy i osłabienie wzrasta. Każdy patrzy na mnie z podejrzeniami ja jednak ignoruje to i udaje że wszystko jest okey. Kończę ostatnio zwrotka, gdy nagle upadam. Wszyscy podbiegają do mnie, słyszę jedynie swoje imię , oczy mam jakby za mgłą następnie nastaje ciemność.
Otwieram oczy, lecz światło mnie oślepia zmuszając do ponownego zamknięcia oczu. Próbuję podnieść rękę , nie udaje mi się to ponieważ czuje jakby coś ciężkiego ją przetrzymywało. Powtórnie otwieram oczy jednak tym razem światło nie razi mnie tak strasznie. Po kilku sekundach przyzwyczajam się do światła. Rozglądam się dookoła , po wystroju pomieszczenia wnioskuję że jestem w szpitalu. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, skierowałam swój wzrok w tamtym kierunku. W moją stronę idzie lekarz.
- I jak panienka się czuję?- uśmiecha się ciepło lekarz.
- Nie najgorzej.- mowie podnosząc się do pozycji siedzącej.
- To dobrze . Czyli nie było aż tak źle z tobą.
- A co mi się tak w ogóle stało?
- Zemdlałaś w czasie śpiewania. Twój organizm jest bardzo przemęczony. Wnioskuję że wiele ćwiczysz, mało śpisz i do tego faszerujesz się różnymi świństwami na zgrabną sylwetkę czyż nie?- nic nie odpowiadam tylko kiwam nieśmiało głową. No przecież nie powiem że trafiłam tu dlatego że moja ,,kochana" mamusia zmusza mnie do tych wszystkich rzeczy przez co mój organizm się wykańcza.
- Tak sądziłem. A i mam pytanie, jak możemy się skontaktować z twoimi rodzicami, niestety numer twojego ojca nie jest aktywny a do matki nie można się dodzwonić a ktoś musi się tobą zająć.
- Tata nie utrzymuje ze mną kontaktu już od wielu lat a mama.... yyy. . wyjechała w ważnych sprawach dwa dni temu.
- Rozumiem a czy jest ktoś kto mógłby się tobą zająć przez tydzień?
- Nie sądzę , najbliższa rodzina jest zagranicą a znajomi mamy nie mieszkają zbyt blisko by tu przyjechać.
- Aha. No to mamy mały problem.- westchnął lekarz
- Przepraszam czy moglibyśmy wejść w odwiedziny do pacjentki.- wychyla się zza drzwi Violetta. No pięknie jeszcze brakuje mi ich tutaj.
- Tak oczywiście, wchodźcie.
Przez drzwi wchodzą Violetta, Leon , Franceska , Diego, Naty , Maxi, Brodwey, Andres, Camilla, Federico, Pablo i Angie. Czego oni tu przyleźli i tak mam wiele problemów to jeszcze oni mi tworzą kolejny.
- Hej Ludmi jak się czujesz? - pyta Violetta
- A co cię to obchodzi co?
- Chciałam się tylko spytać jak czujesz. - posmutniała.
- Ludmiła my przyszliśmy tu tylko dlatego że martwimy się o ciebie.- powiedziała Ange
- Naprawdę martwcie się o mnie, akurat przyszliście tu dlatego że tak wypada a nie z chęci .
- Nie prawda. Może i nie mamy zbytnio dobrych relacji ale to nie znaczy że nie możemy się o ciebie martwić.- powiedziała Naty ze smutno miną.
- Dobrze, koniec tych sprzeczek, musimy jeszcze ustalić kto by mógł się tobą zająć przez tydzień - wtrącił się lekarz
- Nie potrzebuje opieki Okey? Dam sobie radę sama.
- Nie sądzę po takim osłabieniu organizmu to nie jest możliwe byś dala sobie radę sama.
- Doktorze ale o jaki osłabieniu pan mówi? - pyta się jak zwykle Violetta.
- Ludmiła od bardzo dawna ciężko ćwiczyła, mało spała itd. Zresztą patrząc na jej akta lekarskie dosyć często pani była w szpitalach. - mówi podejrzliwie lekarz patrząc na mnie pewnie próbuje bym powiedziała mu dlaczego tak dużo razy byłam. I tak nic nie powiem .
- A co pana to interesuje? Miałam swoje powody.- podniosła głos .
- Dobrze nie będę wnioskować. Tylko że wciąż nie ustaliliśmy u kogo zostaniesz.
- To może my już będziemy się zbierać . - powiedziała Camilla. W pomieszczeniu zostali: Violetta, Angie , Leon i Federico.
- Ja mam pomysł u kogo możesz zostać Ludmi.- powiedziała radośnie Violetta. Wszyscy spojrzeli zaciekawieni na nią.
- Zaczekajcie tylko się upewnię. - mówi i wybiega z pomieszczenia . Po kilku minutach znów się zjawia.
- No więc tak Ludmiła może przez ten tydzień zamieszkać u mnie.- uśmiecha się do mnie.
- Co?! Jeszcze czego że niby ja mam mieszkać z tobą! O NIE NIE NIE!
- Ludmiła no weź nie będzie tak źle , z resztą nie masz zbytnio wyboru. - Niestety ma rację , nie mam zbytnio wyboru . I co ja mam teraz zrobić ?
- Ja nie chce rozumiesz? Czy mam to powtórzyć?!
- Proszę się uspokoić. Woli panienka siedzieć w szpitalu cały tydzień?- powiedział lekarz, zrobiłam naburmuszoną minę.
- UGH. ... niech już będzie. Ale nie wiadomo czy zgodzi się twój tata.- próbowałam użyć jakichkolwiek argumentów by tylko uniknąć mieszkanie w tamtym domu.
- O to już nie musisz się martwić. Pytałam tatę i on się zgodził.
- Skoro już mamy to ustalone to szykuj się do wyjścia, przy recepcji otrzymasz wypisanie. A i pamiętaj abyś brała leki na wzmocnienie organizmu i nie przemęczała się, najlepiej byś zrobiła sobie wolne na ten czas od szkoły. To do widzenia, mam nadzieje że szybko tu nie wrócisz - uśmiechnął się lekarz następnie opuszcza sale.
- No to idziemy. Ja jeszcze zadzwonię do German by tu przyjechać i zawiózł cie do domu byś się spakowała. - mówi Angie kierując się w stronę wyjścia.
- Ok to ja pójdę do recepcyjne po wypis. - mówi Leon następnie kieruje się do wyjścia.
- Lu dasz rade wstać? - pyta się Federico
- Tak dam rade ale... czekaj , czekaj jak ty mnie nazwałeś ?
- Nazwałem cie Lu a to źle, przecież to tylko zdrobnienie ?
- Tak mogą nazywać mnie tylko osoby który na to pozwalam , a ty nie dostałeś pozwolenia.- nic już nie powiedział tylko głośno westchnął.
Próbowała wstać, niestety gdy tylko ustałam straciłam równowagę. W ostatniej Federico mnie przetrzymał bym nie upadła.
- Dzięki- szepcze bardziej do siebie niż do niego. On jednak to usłyszał i zrobił zdziwioną minę która po paru sekundach znikał a zamiast niej pojawił się uśmiech.
- Nie ma za co.
Wychodzimy ze szpitala szukając wzrokiem samochodu Germana , po paru sekundach udaje nam się go odnaleźć. Kierujemy się w stronę wozy , przed wejściem Leon żegna się z Violetto całusem. Czy muszą to robić w miejscach publicznych ?
Po kilku minutach znajdujemy się pod moim domem . Oczywiście musiałam ich kierować gdzie to jest bo nikt nie wie gdzie mieszkam.
- Okey Ludmiła ty idź się spakuj a my tu na ciebie poczekamy.- mówi German
- Ja z Fede pomożemy jej- uśmiech się w moją stronę.
- Nie trzeba. Sama sobie poradzę
- No co ty Ludmi z chęcią ci pomoże co nie Fede? - mówi brunetka kierując wzrok na Włocha.
- Tak. Zresztą nie możesz dźwigać ciężkich bagaży.- uśmiecha się do mnie.
- Niech wam będzie.- westchnęłam.
Wchodzimy do mojego domu, prowadzę ich w stronę mojego pokoju. Wyjmuje walizki i zaczynam się pakować. Po 30 min zostaje spakowana. Jednak jak ktoś pomaga jest szybciej... nie Ludmiła nawet tak nie myśl samej jest o wiele lepiej.
Jest godzina 20:15 a ja siedzę w swoi tymczasowym pokoju i patrze w sufit. Jak mi strasznie się nudzi....... Co ja mam tu niby robić siedzieć i się gapić w ścianę. Nie koniec takiego siedzenia, wiem że mam ograniczoną możliwość robienia różnych rzeczy ale ja po prostu muszę coś zrobić. Biorę zeszyt w rękę i zaczyna malować. Tak dla jasności ten zeszyt jest tak jakby moim pamiętnikiem. Rysuje w nim całe moje życie od kąt pamiętam rysowałam w nim. Dostałam go od taty na 5 urodziny. Rysowanie przeszkodziły mi drzwi przez które weszła przez nie Olga.
- Mam nadziej że nie przeszkadzam ale przeniosłam kolacje i leki. - kładzie tace na półkę przy łóżku uśmiechając się serdecznie do mnie.
- Nie Olga nie przeszkadzasz- odwzajemniam uśmiech.
- A co ty ta rysujesz kruszynko? - pyta zaciekawiona zerkając w zeszyt lecz ja go szybko zamykam.
- Aaa to nic takiego, zwykle bazgroły.
- No dobrze to ja już idę. Smacznego i dobranoc - posyła mi jeszcze uśmiech i znika za drzwiami.
- Dobranoc. - mowie zanim wyszła.
Odkładam zeszyt i zaczynam jeść. Po wzięciu leków i przebraniu się w piżamy poszłam spać.... .
KirA
KirA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz