Translate

sobota, 26 marca 2016

Opowiadanie 6*

Okey przyznam się..... wczorajsze przyjęcie urodzinowe było fajne. Nigdy od wielu lat tak udanej imprezy urodzinowej nie miałam. W końcu zrozumiałam ile traciłam, tylko szkoda, że się już nie powtórzą. Zapewne mama by mnie zabiła jeśli bym chciała imprezę urodzinową, twierdz że jak będę zajmować się spotykaniem z znajomymi to oni prędzej czy później mnie wystawią i zajmą moje miejsce w show biznesie. Może i ma rację , lepiej nie ryzykować. Dziś postanawiam siedzieć cały dzień w pokoju, nie będę z nikim rozmawiać.  Więc jeśli dziś będę tu siedzieć to przynajmniej zrobię coś kreatywnego. Wzięłam do ręki kartkę i długopis, następnie zaczynam myśleć nad słowami do nowej piosenki.  
Po pewnym czasie ktoś wchodzi do pokoju. 
- Hej Ludmiła- powiedziała cicho Violetta, ja jednak nic nie
odpowiedziałam.
- Cały dzień tu siedzisz, pomyślałam że może przyjdę i..
- I pogadamy tak ?- przerwałam jej 
- Tak.., oczywiście jeśli chcesz.-usiadła obok mnie 
- Przyszłaś tu i myślisz że będę z tobą rozmawiać? Śmieszna jesteś- zaśmiałam się 
- No tak, ale miałam nadzieje że po wczorajszym dniu relacje pomiędzy nami się zmienią.- powiedziała nie pewnie 
- HA! Serio tak pomyślałaś? A może po prostu wczoraj nie chciałam wam robić awantury? Bo byłam tak bardzo znudzona i zgodziłam się trochę pobawić? Nie pomyślałaś że dlatego wczoraj spędziłam zwami czas, a nie dlatego że was polubiłam. Nie dobijaj mnie.- zaśmiałam się 
- Wiesz co, ja na serio pomyślałam że mogła byś się zmienić, najwyraźniej się pomyliłam.- posmutniała.
Właśnie teraz nastała ta nie zręczna cisza. Może trochę przesadziłam, głupio mi się zrobiło. Oni tak się postarali dla mnie a ja jeszcze się ich czepiam. Źle się zachowałam, od bardzo dawna nie miałam wyrzutów sumienia. 
- Mimo tego świetnie się bawiłam- uśmiechnęłam się delikatnie,widząc to dziewczyna również się uśmiechnęła.
- A pamiętasz jak Andres poślizgnął się upadają na trzymającą tort Camile. - Violetta zaczęła się śmiać na cały głos
- Tak, później była cała w torcie- również zaczęłam się śmiać  
Przez kolejną godzinę wspominałyśmy wczorajszy dzień śmiejąc się przy tym. Jednak źle myślałam, Violetta jest naprawdę spoko.
- Ej mam pomysł ?- powiedziała nagle dziewczyna 
- Jaki?
- A może zrobimy sobie babeczki, kakao i po oglądamy jakiś fajny film ? - zapytała z nadzieją. I teraz jestem rozdarta, mam się zgodzić czy zachować się jak zawszę i odmówić. Chociaż czemu by nie, przecież  matka się nie dowie.
- Oczywiście jeśli chcesz, nie chcę naciskać. Wiem że nie zawsze dobrze się dogadywałyśmy ale to nie znaczy że nie możemy porobić coś razem.....
- Okey- przerwałam Violettcie 
- Co? - zdziwiła się szatynka 
- Zgadzam się byśmy spędziły razem trochę czasu,  przecież  nic się stanie?
-No właśnie. Skoro się zgodziłaś to idziemy?- nic nie opowiedziałam tylko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową.
Po 1,5 godzinie pracy w końcu mogłyśmy usiąść w piżamach na kanapie. Przygotowane przez nas rzeczy położyłyśmy na stolik przed nami. Teraz pozostało wybrać film.
- A może "Charlie Cloud"?- spytała po raz kolejny o moje zdanie Violetta 
- Nie lubię romansów
- "Wiecznie żywy"?
- Oj nie, słyszałam o tym filmie i nie spodobał mi się 
-Ugh....to może "Gwiazd naszych wina"?
- A może Iluzja ?- zaproponowałam.
- Chyba się nie zdecydujemy- westchnęła szatynka.Przez chwile żadna z nas nic nie powiedziała,obie się zastanawiałyśmy nad filmem.
- Wiem! "Intruz"!- wykrzyknęła Violetta 
- Co, jaki intruz ? 
- To taki film, ponoć bardzo fajny, do tego powinien spodobać się nam obu.
-Hmm... niech będzie.
- No to oglądamy!- ucieszyła się dziewczyna.
Muszę przyznać że to bardzo,bardzo fajny film. Wczułam się w główną bohaterkę. Ma tak jakby dwie osobowości w sobie, do jej ciała wszedł intruz. To tak jakby moim ciałem rządziła inna osoba a ja jestem wolna tylko w swoich myślach, tylko tam mogę wyrazić swoje zdanie tylko że wtedy nikt mnie nie słyszy. To smutne,ale prawdziwe. Powiedzmy szczerze, moja matka decyduję moim życiem, ja nie mam nic do gadania. Tylko że w tym filmie wszytko dobrze się ułożyło a u mnie nie, nic się nie zmieni.
-Ludmiła?- głos Violetty wyrwał mnie z rozmyśleń 
- Tak? 
- Film się skończył 20 min temu a ty siedzisz i nie ruszasz się. Wszystko okey ? - poczułam w jej głosie tak jakby zmartwienie? Nie, na pewno nie, źle zrozumiałam.
- Tak , tak , wszystko ok - uśmiechnęłam się słabo. 
- Niech ci będzie, pewnie i tak byś mi nic nie powiedziała. Ale pamiętaj że jak będziesz chciała się wygadać to możesz do mnie przyjść. -  nagle  przytuliła mnie. Trochę się zdziwiłam ale oddałam uścisk. 
- To może ja pójdę się napić wody - szybko wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. 
Gdy znajdowałam się w pomieszczeniu usiadłam na krzesełku i schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie o blat. Co się ze mną dzieje ? Przez te dni spędzone w tym domu czuje się inaczej. Jeszcze nie wiem co czuje ale to na pewno nie żadne z emocji które już znam. 
- O cześć Ludmiła ! - nagle , nie wiadomo skąd pojawił się Federico. 
- A co tu tak sama robisz ? - oparł się o stół na przeciw mnie. 
- Siedzę i myślę a nie widać ? 
- Widać , ale te myśli nie są zbyt pozytywne co nie ? 
- Może yyy... tzn. dobre. Tak sobie rozmyśla o miłych rzeczach - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Yhym.. nie przekonało mnie to ale nie chce się kłócić wiec powiem że ci wierze - uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Ale pamiętaj , nie dasz rady tak długo udawać - szepnął mi do ucha.
- A żebyś wiedział że dam radę ! -  powiedziałam pewnie siebie. Gdy to usłyszał to gwałtownie jego uśmiech znikł. O co chodzi?  
- Na prawdę?  - mówił smutno
- Tak- powiedziałam stanowczo. Stało się coś zaskakującego , chłopak mnie przytulił. Tak po prostu podszedł do mnie i przytulił. Nie powiem że mnie to nie zaskoczyło , bo to mnie BARDZO zaskoczyło. Mimo tego nie wyrwałam  się , było mi bardzo przyjemnie. Od dawna nikt mnie nie tulił a dziś byłam tulona kolejny raz bez żadnych prośby. Nigdy nie lubiłam się przytulać , a tu jeden dzień zmienił to.  Co ja powiedziałam że Federico mnie przytulił ? Przecież nic nie mówiłam smutnego... O nie ! Wiem ! Powiedziałam że dam radę udawać! Kurdę, zawszę muszę coś wypalić. Muszę to jakoś odkręcić i to szybko.
- Wiesz.., ja tylko żartowałam z tym udawaniem - odsunęłam się od niego 
- Tak na prawdę to ja nie mam co udawać,a nawet gdybym miała, to bym nie dała rady trzymać wszystkiego w sobie i raczej komuś o tym bym opowiedziała. Aż tak bez uczuciowa to nie jestem i też czasami potrzebuję szczerej rozmowy- patrząc na jego minę to nie jest przekonany do moich słów. 
- Hm... wiesz Ludmiła nie rozumiem cię- westchnął i oparł się o szafkę stojąco za nim.
- A czego nie rozumiesz? - oparłam ręce o biodra 
- Twojego zachowania, raz potrafisz zachować się mniej bezdusznie, a raz nie obchodzą cię uczucia ludzi. Czasami jak sprawisz komuś przykrość, nie wiedzę w twoich oczach bezdusznego wzroku, który by zabił wszystkich wokół siebie, tylko smutek. Tak jakbyś tego nie chciała, ale coś cię do tego zmuszało. Jakby mała cząstka ciebie, która jeszcze nie została zniszczona przez wirusa, próbowała walczyć. Tylko sama nie daje rady pokonać wirusa większego o 10 razy, ale przy pomocy innej osoby, ta mała część dała by radę zwyciężyć. Musi jedynie pozwolić sobie pomóc.
- Ja...., muszę już iść. Miałam zadzwonić do mamy. - szybko się odwróciłam i pobiegłam jak najszybciej do pokoju.
NIE! Dlaczego się wszystko wali ?! Po co się tak mną interesują? Odczepcie się ode mnie !! 
Ludmiła spokojnie, pamiętaj co mówiła ci mama: " Jak ktoś się wtrąca w twoje życie, musisz sprawić by nawet nie chciał na ciebie spojrzeć. W tej grze każde chwyty dozwolone." 
Czyli muszę wymyślić coś przez co przestanie się interesować moimi sprawami. Tylko czy chcę to robić ? Oj Ludmiła, weź się w garść, zrobisz to czy ci się podoba czy nie! Takiej energii potrzebowałam, bo przez ten dom zaczynam wariować. Nie dobra, wredna, bez duszna i samolubna Ludmiła wróciła.  Tęskniliście? 



                                                                                                                 KirA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz