Niedziela, tak... już dziś mogę wynieść się z tego okropnego domu. Muszę tylko się spakować i droga wolna. Muszę jeszcze zjeść śniadanie, z pustym brzuchem raczej nie będę się pakować. Szybko się ogarnęłam, następnie poszłam do kuchni. Dziwne, nikogo nie było przy stole w jadalni. Nie rozmyślając nad tym weszłam do kuchni. Tu również nikogo nie było, nawet Olgi. No cóż, będę miała spokojne i ciche śniadanie, takie jakie lubię. Ja nie wiem jak Castilo mogą jeść w takim harmidrze, każdy gada itd., to musi być wkurzające.
Przygotowałam sobie szybkie śniadanie , czyli płatki z mlekiem. Usiadłam na krześle i położyłam przed sobą miskę z płatkami. Jadłam powoli i całkowicie bez skupienia. Byłam tak zamyślona że nie zwróciła bym uwagi nawet na końce świata. Coś nie dawało mi się skupić , ciężko powiedzieć czym jest to spowodowane. Wszystkie myśli zostają zatrzymane a oczy patrzą się w jeden punkt , jedyne co pracuje to moja ręką , która bierze łyżką płatki , oraz szczęka, która przeżuwa jedzenie. Siedziałam tak ok. godziny , nikt mi nie przeszkodził i nie pytał się czy wszystko okey. W ogóle to gdzie są wszyscy ? Nikogo od rana nie widziałam , może to i dobrze. Po prostu ciekawi minie czemu nikt nie chodzi po domu. Postanawiam się przejść po całej posiadłości Castilo, by sprawdzić czy ktoś jest. Po sprawdzeniu mogę śmiało powiedzieć że jestem sama. Idę więc do "swojego" pokoju gdy pewne drzwi przykuwają moją uwagę. Drzwi prowadzące na poddasze, drzwi które zawszę są zamknięte, drzwi które są teraz otwarte. Hm... chyba nie powinnam tam wchodzić, chociaż czemu by nie? Castilo raczej nie mają tam nic złego co może zagrozić mojemu życiu jak tam wejdę, pewnie są tam jakieś stare zdjęcia, albo rzeczy z dzieciństwa Violetty. Przecież nie mam zamiaru ich okradać, czy coś, ja po prostu wejdę sobie, obejrzę i wyjdę. To chyba nie jest zabronione? Na pewno nie jest.
Podchodzę szybko do drzwi i delikatnie naciskam klamkę, powoli je otwieram a następnie wchodzę. Po drugiej stronie drzwi widnieją schody prowadzące wyżej do pokoju , gdy pokonałam je, obejrzałam się po całym pomieszczeniu. Cały pokój jest pięknie ustrojony, ciepłe i delikatne kolory, nie jest to typowy pokój dzienny czy sypialnia, brak w niej łóżka albo jakichś kanap bądź stołu. Jedyne co tu jest to szafy zapełnione ubraniami, które na pewno nie należą do Violetty, bo nigdy jej w nich nie widziałam, do tego to nie był jej styl. Zapewne jet to garderoba, tylko czyja ? Obchodzę pomieszczenie dookoła, zatrzymuje się przy małej półeczce na której jest ramka z zdjęciem. Biorę ramkę do ręki i przyglądam się zdjęciu w niej. Rozpoznałam na fotografii Germana, który trzyma na rekach małą dziewczynkę, zapewne Violette, do nich przytula się jakaś kobieta, ale nie znam jej. Po namyślę stwierdzam że musi to być matka Violetty, Maria. Odkładam z powrotem ramkę i przechodzę do dalszego zwiedzania. Podczas oglądania w szafie ubrań w oczy rzuciła mi się piękna sukienka, mama szatynki miała gust w kupnie tej sukienki.
Biorę ją w ręce, podchodzę do lustra i przykładam ją do siebie. Wyglądała bym w niej pięknie, ah,, ta moja skromność. Szkoda że nie wiem gdzie ją kupić , za nią bym dała nawet kilka tysięcy. Przyglądam się jej jeszcze przez dobre kilka minut i coraz bardziej jej pragnę. Kraść chyba nie powinnam tzn. nie mogę, ale ona się tylko w tej szafie kurzy, niedługą ją mole zjedzą. Nie można marnować takiej sukienki, no bo kto będzie w niej chodzić? Violetta? Nie. Angi? Nie sądzę. Olga? Oczywiście że nie. A German chyba jej nie włoży. Zresztą, nawet jak by znikła nikt by tego nie zauważył . Kurcze nie wiem co mam robić, kraść nie mogę , ale dla takiej sukienki to wszystko jest dopuszczalne. Chyba że.... Nagle z parteru dobiega dźwięk otwierających się drzwi. Kurcze ktoś wrócił. Szybko kieruje się z powrotem do drzwi , zamykam je i biegnę do "swojego" pokoju. Dopiero gdy usiadłam na łóżku zorientowałam się że trzymam w rękach sukienkę. O nie, nie, nie, co ja zrobiłam ! Słyszę czyjeś kroki na schodach. Rozglądam się dookoła , by znaleźć miejsce na schowanie sukienki. Nie mam pojęcia gdzie ją ukryć ! Kroki są coraz głośniejsze, co świadczy że ktoś jest coraz bliżej ,,mojego" pokoju. Gdy słychać pukanie do moich drzwi spanikowana rzucam ubranie pod łóżko. Mówię:"Proszę" a do pokoju wchodzi Olga.
- Dzień dobry kochaniutka.- uśmiecha się promienie.
- Dzień dobry Olga - za to ja uśmiecham się sztucznie , bo cały czas się boje że kobieta znajdzie sukienkę.
- Przyszłam tylko by powiedzieć, że jak chcesz to mogę przygotować ci obiad wcześniej , zanim jeszcze wrócisz do domu.
-Nie , nie. Nie jestem głodna - uśmiechnęłam się zerkając na podłogę, by upewnić się czy sukienka jest niewidoczna - A tak w ogóle to gdzie się wszyscy zapodziali?
- Pan German z Violetto pojechali na urodziny do matki jego żony a skoro nie ma Germana to Ramalo nie miał po co przyjść a Federico jest u Leona. Za to ja poszłam na zakupy , dlatego mnie nie było i nie miał kto ci zrobić śniadania , mam nadzieje że nie jesteś za to zła ?
- Oczywiście że nie, jakoś poradziłam sobie z śniadaniem.
- No to dobrze. Idę rozpakować zakupy i ogarnę trochę ten dom, przecież nie może być ani odrobinę kurzu. - ze śmiechem wychodzi z pokoju. Wypuszczam powietrze i opadam na łóżko. Po kilku minutach wstaje i biorę ubranie z pod łóżka.
- I co ja mam z tobą zrobić ? - szepcze do sukienki.
Po chwili namysłu wychodzę z pokoju i po cichu idę do drzwi prowadzących do miejsca w którym zabrałam sukienkę. Niestety, Olga musiała je zamknąć, ponieważ się nie otwierają. Wracam do pokoju. Teraz to jestem w kropce, bo co mam zrobić ? Nie mogę iść do Olgi i poprosić o kluczyk do drzwi, podrzucić Violettcie też nie mogę , bo gdybym zrobiła to zacznie się wypytywać skąd ona się tu znalazła. Zrezygnowana kładę się na łóżku, po upływie godziny wymyślania rozwiązania doszłam do wniosku że mam tylko jedne wyjście. Biorę walizkę leżącą przy szafie, rozpinam ją, wrzucam do niej sukienkę i z powrotem zapinam. A skoro już wzięłam walizkę to spakuje się i tak nie mam nic do roboty.
KirA
komentujesz-motywujesz
Przygotowałam sobie szybkie śniadanie , czyli płatki z mlekiem. Usiadłam na krześle i położyłam przed sobą miskę z płatkami. Jadłam powoli i całkowicie bez skupienia. Byłam tak zamyślona że nie zwróciła bym uwagi nawet na końce świata. Coś nie dawało mi się skupić , ciężko powiedzieć czym jest to spowodowane. Wszystkie myśli zostają zatrzymane a oczy patrzą się w jeden punkt , jedyne co pracuje to moja ręką , która bierze łyżką płatki , oraz szczęka, która przeżuwa jedzenie. Siedziałam tak ok. godziny , nikt mi nie przeszkodził i nie pytał się czy wszystko okey. W ogóle to gdzie są wszyscy ? Nikogo od rana nie widziałam , może to i dobrze. Po prostu ciekawi minie czemu nikt nie chodzi po domu. Postanawiam się przejść po całej posiadłości Castilo, by sprawdzić czy ktoś jest. Po sprawdzeniu mogę śmiało powiedzieć że jestem sama. Idę więc do "swojego" pokoju gdy pewne drzwi przykuwają moją uwagę. Drzwi prowadzące na poddasze, drzwi które zawszę są zamknięte, drzwi które są teraz otwarte. Hm... chyba nie powinnam tam wchodzić, chociaż czemu by nie? Castilo raczej nie mają tam nic złego co może zagrozić mojemu życiu jak tam wejdę, pewnie są tam jakieś stare zdjęcia, albo rzeczy z dzieciństwa Violetty. Przecież nie mam zamiaru ich okradać, czy coś, ja po prostu wejdę sobie, obejrzę i wyjdę. To chyba nie jest zabronione? Na pewno nie jest.
Podchodzę szybko do drzwi i delikatnie naciskam klamkę, powoli je otwieram a następnie wchodzę. Po drugiej stronie drzwi widnieją schody prowadzące wyżej do pokoju , gdy pokonałam je, obejrzałam się po całym pomieszczeniu. Cały pokój jest pięknie ustrojony, ciepłe i delikatne kolory, nie jest to typowy pokój dzienny czy sypialnia, brak w niej łóżka albo jakichś kanap bądź stołu. Jedyne co tu jest to szafy zapełnione ubraniami, które na pewno nie należą do Violetty, bo nigdy jej w nich nie widziałam, do tego to nie był jej styl. Zapewne jet to garderoba, tylko czyja ? Obchodzę pomieszczenie dookoła, zatrzymuje się przy małej półeczce na której jest ramka z zdjęciem. Biorę ramkę do ręki i przyglądam się zdjęciu w niej. Rozpoznałam na fotografii Germana, który trzyma na rekach małą dziewczynkę, zapewne Violette, do nich przytula się jakaś kobieta, ale nie znam jej. Po namyślę stwierdzam że musi to być matka Violetty, Maria. Odkładam z powrotem ramkę i przechodzę do dalszego zwiedzania. Podczas oglądania w szafie ubrań w oczy rzuciła mi się piękna sukienka, mama szatynki miała gust w kupnie tej sukienki.
Biorę ją w ręce, podchodzę do lustra i przykładam ją do siebie. Wyglądała bym w niej pięknie, ah,, ta moja skromność. Szkoda że nie wiem gdzie ją kupić , za nią bym dała nawet kilka tysięcy. Przyglądam się jej jeszcze przez dobre kilka minut i coraz bardziej jej pragnę. Kraść chyba nie powinnam tzn. nie mogę, ale ona się tylko w tej szafie kurzy, niedługą ją mole zjedzą. Nie można marnować takiej sukienki, no bo kto będzie w niej chodzić? Violetta? Nie. Angi? Nie sądzę. Olga? Oczywiście że nie. A German chyba jej nie włoży. Zresztą, nawet jak by znikła nikt by tego nie zauważył . Kurcze nie wiem co mam robić, kraść nie mogę , ale dla takiej sukienki to wszystko jest dopuszczalne. Chyba że.... Nagle z parteru dobiega dźwięk otwierających się drzwi. Kurcze ktoś wrócił. Szybko kieruje się z powrotem do drzwi , zamykam je i biegnę do "swojego" pokoju. Dopiero gdy usiadłam na łóżku zorientowałam się że trzymam w rękach sukienkę. O nie, nie, nie, co ja zrobiłam ! Słyszę czyjeś kroki na schodach. Rozglądam się dookoła , by znaleźć miejsce na schowanie sukienki. Nie mam pojęcia gdzie ją ukryć ! Kroki są coraz głośniejsze, co świadczy że ktoś jest coraz bliżej ,,mojego" pokoju. Gdy słychać pukanie do moich drzwi spanikowana rzucam ubranie pod łóżko. Mówię:"Proszę" a do pokoju wchodzi Olga.
- Dzień dobry kochaniutka.- uśmiecha się promienie.
- Dzień dobry Olga - za to ja uśmiecham się sztucznie , bo cały czas się boje że kobieta znajdzie sukienkę.
- Przyszłam tylko by powiedzieć, że jak chcesz to mogę przygotować ci obiad wcześniej , zanim jeszcze wrócisz do domu.
-Nie , nie. Nie jestem głodna - uśmiechnęłam się zerkając na podłogę, by upewnić się czy sukienka jest niewidoczna - A tak w ogóle to gdzie się wszyscy zapodziali?
- Pan German z Violetto pojechali na urodziny do matki jego żony a skoro nie ma Germana to Ramalo nie miał po co przyjść a Federico jest u Leona. Za to ja poszłam na zakupy , dlatego mnie nie było i nie miał kto ci zrobić śniadania , mam nadzieje że nie jesteś za to zła ?
- Oczywiście że nie, jakoś poradziłam sobie z śniadaniem.
- No to dobrze. Idę rozpakować zakupy i ogarnę trochę ten dom, przecież nie może być ani odrobinę kurzu. - ze śmiechem wychodzi z pokoju. Wypuszczam powietrze i opadam na łóżko. Po kilku minutach wstaje i biorę ubranie z pod łóżka.
- I co ja mam z tobą zrobić ? - szepcze do sukienki.
Po chwili namysłu wychodzę z pokoju i po cichu idę do drzwi prowadzących do miejsca w którym zabrałam sukienkę. Niestety, Olga musiała je zamknąć, ponieważ się nie otwierają. Wracam do pokoju. Teraz to jestem w kropce, bo co mam zrobić ? Nie mogę iść do Olgi i poprosić o kluczyk do drzwi, podrzucić Violettcie też nie mogę , bo gdybym zrobiła to zacznie się wypytywać skąd ona się tu znalazła. Zrezygnowana kładę się na łóżku, po upływie godziny wymyślania rozwiązania doszłam do wniosku że mam tylko jedne wyjście. Biorę walizkę leżącą przy szafie, rozpinam ją, wrzucam do niej sukienkę i z powrotem zapinam. A skoro już wzięłam walizkę to spakuje się i tak nie mam nic do roboty.
KirA
komentujesz-motywujesz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz