Translate

piątek, 29 stycznia 2016

Opowiadanie 5*

Dziś są moje urodziny ! Tylko dlaczego nie ciesze się z tego powodu ? Może dlatego że na szóstych urodzinach ojciec wyjechał zostawiając mnie, nawet bez pożegnania. Po prostu spakował się i wyjechał. Nie rozumiem, aż tak bardzo mnie nie chciał że nawet nic nie wspomniał że wyjeżdża ? Mama powiedziała że on nigdy mnie nie chciał , nawet raz namawiał mamę by mnie oddać do adopcji. Całe szczęście mama się nie zgodziła. Dobra koniec myślenia dlaczego tata mnie zostawił , idę się ogarnąć. Dziś wstałam wcześnie bo aż o 7:03. Po przebraniu się i ogarnięciu zaszłam na dół by zjeść śniadanie. Zobaczyłam że przy stole są Violetta, Federico i Angie. Przywitałam się i poszłam do kuchni. Szczerze mówiąc wole jeść w kuchni sama niż w towarzystwie rodziny Castillo nawet jeśli są dla mnie mili i życzliwi. W czasie jedzenia do kuchni weszła Violetta.
- Hejka Ludmi , widziałaś może moją tako różowo z kwiatem bransoletkę? - spytała uśmiechając się. Całe szczęście że nie składa mi rzecze czy czegoś tam. Tego bym nie wytrzymała.
 - Tak chyba widziałam ją w łazience na półce przy lustrze.
-  Aha dzięki. - już miała wychodzić gdy usłyszałam- Wszystkiego najlepszego- i poszła. A miałam już nadzieje że nie wiedziała. Jakoś straciłam apetyt dlatego poszłam do pokoju.
Gdy weszłam do niego zobaczyłam na łóżku pudełko ładnie ozdobione. Otworzyłam je a tam zobaczyłam zestaw do rysowania. Od bardzo dawna planowałam sobie je kupić ale najwyraźniej ktoś mnie wyprzedził. Zajrzałam do wnętrza pudełka a tam znalazłam mała karteczkę z napisem : ,,WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!    Federico ♡". Mega się zdziwiłam, tylko nie wiem co bardziej mnie zdziwiło, czy to skąd wiedział co chce dostać, czy te serduszko na końcu. Samowolnie uśmiechnęłam się do siebie. To bardzo miłe jak ktoś się stara by dać ci idealny prezent. Pewnie musiał się dużo na męczyć by w trafić na coś co mi się spodoba. Postanowiłam od razu przetestować prezent. Wyjęłam kartę , otworzyłam opakowanie zestawu do rysowanie i zaczęłam rysować. Po jakimś czasie skończyłam. Dopiero teraz zorientowałam się że na rysowałam portret Federico. Zdziwiłam się. Odłożyłam przedmiot następnie poszłam się przewietrzyć. Wyszłam z domu zakładając po drodze bolerko.
Spacerowałam tak przez 2 godz bez celu. Gdy w pewnym momencie zauważyłam moje ulubione niegdyś miejsce. Jest to drzewo nad jeziorem , zawsze było tam pusto i cicho , wprost idealnie na przemyślenia. Podbiegłam tak i usiadłam pod drzewem. Odwróciłam głowę w tył by zobaczyć czy jest jeszcze wyrzeźbiony na korze mój inicjał. A jednak jeszcze był. Pamiętam że wyrzeźbiłam go gdy miałam 12 lat. Zawsze tu przychodziłam by odpocząć od całego świata. Często przesiadywałam tu godzinami by tylko poczuć ten niesamowity nastrój tego miejsca. Te miejsce stało się miejscem moich smutków jak i radości. Wlewam tu tysiące łez jak i  wiele uśmiechów radości. Nigdy tego nie zapomnę. Teraz to nawet nie wiem czy przyszłam się wypłacać czy podzielić się radością w tej sprawie jestem rozdarta. Niby jestem smutna ale coś w środku tak jakby kazało być uśmiechniętym, jakby mówiło że jeszcze będę szczęśliwa. Bardzo mnie to zastanawiało.
Około godziny 17 poszłam z tamtą do domu Castillo. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazała się grupka wyskakujących osób krzycząc ,,WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO LUDMIŁA ". Wystraszyłam się.
- Czy wy zrobiliście mi przyjęcie urodzinowe? - nie dowierzałam.
- Tak , specjalnie dla ciebie- powiedziała szczęśliwa Violetta.
- I nie myśl że zapomnieliśmy o twoich urodzinach-  powiedział Diego.
- Ale dlaczego ? Przecież jesteśmy wrogami ? - Pytałam się nadal nie wychodząc z zaskoczenia.
- To ty uważasz że jesteśmy wrogami , my tak nie sadzimy- powiedział Federico uśmiechając się do mnie ciepło. Taki jeden mały uśmiech a mi się aż ciepło w środku zrobiło.
- To bardzo miło z waszej strony że  pomimo mojego karygodnego zachowania, wy i tak zrobiliście coś dla mnie, ale niestety ja nie lubię przyjęci urodzinowych wiec jeśli pozwólcie to pójdę już.- posmutniałam i omijając ich poszłam na górę.
To bardzo miłe z ich strony, by zrobić mi niespodziankę ale ja naprawdę nie chcę obchodzić moich urodzin. Po prostu źle mi się one kojarzą. Przygnębiona usiadłam na łóżku , westchnęłam gdy usłyszałam pukanie. Powiedziałem ,,Proszę" a drzwi się otworzyły. Stała w nich Naty.
- Hej. Czemu tak szybko uciekłaś? - spytała siadając obok mnie.
- Jakoś nie mam zbytniej ochoty na imprezę.
- Dlaczego? - spytała z troską. Okey to coś nowego by ktoś się tak bardzo przejął mną. To miłe.
- Yyyy po prostu nie mam i tyle. - zestresowana  się , nawet nie wiem dlaczego.
- Ej, ej od kiedy wielka supernova nie ma ochoty na imprezę?
- Odkąd zostałam odrzucona- szepnęłam do siebie.
- Co? - całe szczęście mnie nie usłyszała.
- Źle się czuje.- odpowiedziałam szybko.
- Na pewno to jest ten powód? Jakoś ci nie wieże. - Serio nie uwierzyła mi w kłamstwo , zawsze się nabierała.
- To nie wież. Źle się czuje i kropka.- położyłam się na łóżku i zaczęłam udawać ból głowy.
- Oj już nie udawaj. Wstajesz i idziesz na dół.- uśmiechnęła się , po chwili łapie mnie za rękę i ciągnie bym się podniosła.
- Nie chce. - zaczęłam narzekać jak dziecko.
- No rusz się i pokaż jak wielką gwiazdą potrafi się bawić. No chyba że nie jesteś wielką gwiazdą- czy ona mnie nie podpuszcza? O nie, pokaże jej jak się bawi gwiazda. Uśmiechnęłam się, wstałam i poszłam szybko w stronę drzwi. Ustałam i Odwróciłam się do Naty która siedziała na łóżku.
- Idziesz ?- na te słowa dziewczyna szybko wstała i podbiegła do mnie. Obie zeszłyśmy , no i zaczęła się impreza!



*KirA*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz