Translate

wtorek, 12 lipca 2016

Opowiadanie 8*

Pakowanie zajęło mi dwie godziny. W tym czasie ktoś wrócił do domu, chyba German. Jest godzina 15:32 a o 16 przyjedzie kolega mamy by mnie odwieźć do domu. Idę do kuchni, bo przypomniałam sobie że zostawiłam tam moją bransoletkę. Gdy przechodziłam obok gabinetu Germana słyszałam jak z kimś rozmawia. Chyba to nie jest zwykła rozmowa, w jego głosie można łatwo usłyszeć zdenerwowanie. Nie przejmując się tym, dalej szłam do kuchni. Olgi w niej nie ma, zgaduje że jest w ogrodzie, jej śpiew z niego  słychać po całym piętrze. Podchodzę do pułki i szukam na niej biżuterii, gdy znalazłam wypadła mi z rąk. Schyliłam się,  w tym czasie usłyszałam otwierające się drzwi.
- Wiem, wiem. Nie musisz min powtarzać - to Violetta, rozmawia z kimś przez telefon. Postanowiłam nie podnosić się, trochę sobie posłucham, przecież to nic złego . Violetta nie ma przecież żadnych sekretów.
- Ile razy mam ci powtarzać !? To nic nie da! - Yhym,  to może sam to załatwisz? - No oczywiście, to nie twój pomysł - Jeśli ci na tak zależy to sam tego dokonasz. - Okey , później pogadamy, papa Diego.
Brunetka rozłączyła się i wyszła z kuchni. 
O czym ona rozmawiała z Diego? Coś on kombinuje a brunetka ma mu pomóc ? Znam Diego i wiem że jeśli coś wymyśli to na 100% wypełni swoje plany. Szkoda że ja i on nie jesteśmy  już przyjaciółmi, pamiętam jak zawszę pomagałam mu w jego różnych planach, które zawszę wypalały. No moje to nie koniecznie miały dobre zakończenie ale z pomocą Diego wywijałam się z odpowiedzialności. Każdy nasz przypał nas rozśmieszał, mimo że dorośli nie popierali naszego podejścia do spraw związanych z odpowiedzialnością. No ale co możemy porodzić że nas to bawiło ? Nie ważne, to jest już przeszłość i nigdy już wspomnienia się nie powtórzą. Wstaje z ziemi i wracam do pokoju. 
Okey.... jest godzina 15:57  czyli za kilka minut przyjedzie znajomy mamy i zawiezie mnie do domu.  Równo o 16 usłyszałam dzwonek do drzwi, następnie wołanie Olgi bym już schodziła. Biorę do ręki walizkę i powoli schodzę po schodach. Oczywiście prawie się z nich  nie zwaliłam jak to ja, ale ostatecznie przeżyłam zejście po schodach. W futrynie głównych drzwi stał Ramiro, kolega mam, a obok niego Olga. 
- Witaj Ludmiło- przywitał się Ramiro 
-Cześć- odpowiedziałam krótko 
- Gotowa ? - spytał mężczyzna.
- Yhym- powiedziałam i poszłam w stronę drzwi. Pożegnałam się jeszcze z Olgą i wyszłam. Samochód Ramiro stał na wjeździe, więc weszła do niego nie czekając aż on przyjdzie.  Po chwili i on wszedł.
- Chcesz żebym cię od razu zawiózł do domu ?- spytał się nie patrząc na mnie. 
- Nie, wole pojechać do Afryki- powiedziałam ironicznie. 
- Aż tak tęsknisz za ojcem ?
Dopiero  po chwili zrozumiałam o co mu chodzi, przecież powiedziałam że chcę jechać do Afryki a tam mieszka mój ojciec. 
- Jak mam tęsknić za osobą, która mnie zostawiła bez słowa? 
- Racja, nie było tematu.- następnie odpalił samochód i przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. 
Przekręcam kluczyk w zamku, następnie popycham drzwi. Rozglądam się po całym pomieszczeniu i stwierdzam , że nie lubię tu przebywać. Jest strasznie ponuro, cicho i brak jakichkolwiek uczuć. Czuje się jak bym weszła do kostnicy. Można by powiedzieć że mieszkam w niej, bo tak tu się czuje , martwa, uwięziona. Ugh.. niech tylko będę miała 18 lat, wtedy zamieszkam w własnym domu. Zostawiam bagaże przy wejściu i idę do kuchni. No oczywiście, zapomniałam że w lodówce nic nie ma do jedzenia. Ugh... będę musiała iść na zakupy. Ale może jutro , dziś jeszcze wytrzymam bez jedzenia, a jutro z rana pójdę po nie i będzie dobrze.  A skoro nie mam nic do roboty to zrobię wieczór filmowy. Oglądałam tak do późna aż zasnęłam przy jednym z nich.


                                                                                                          KirA


KOMENTUJESZ---> MOTYWUJESZ!!!

poniedziałek, 16 maja 2016

Opowiadanie 7*

Niedziela, tak... już dziś mogę wynieść się z tego okropnego domu. Muszę tylko się spakować i droga wolna. Muszę jeszcze zjeść śniadanie, z pustym brzuchem raczej nie będę się pakować. Szybko się ogarnęłam, następnie poszłam do kuchni. Dziwne, nikogo nie było przy stole w jadalni. Nie rozmyślając nad tym weszłam do kuchni. Tu również nikogo nie było, nawet Olgi.  No cóż, będę miała spokojne i ciche śniadanie, takie jakie lubię. Ja nie wiem jak Castilo mogą jeść w takim harmidrze, każdy gada itd., to musi być wkurzające. 
 Przygotowałam sobie szybkie śniadanie , czyli płatki z mlekiem. Usiadłam na krześle i położyłam przed sobą miskę z płatkami. Jadłam powoli i całkowicie bez skupienia. Byłam tak zamyślona że nie zwróciła bym uwagi nawet na końce świata. Coś nie dawało mi się skupić , ciężko  powiedzieć czym jest to spowodowane. Wszystkie myśli zostają zatrzymane a oczy patrzą się w jeden punkt , jedyne co pracuje to moja ręką , która bierze łyżką płatki , oraz szczęka, która przeżuwa jedzenie. Siedziałam tak ok. godziny , nikt mi nie przeszkodził i nie pytał się czy wszystko okey. W ogóle to gdzie są wszyscy ? Nikogo od rana nie widziałam , może to i dobrze. Po prostu ciekawi minie czemu nikt nie chodzi po domu. Postanawiam się przejść po całej posiadłości Castilo, by sprawdzić czy ktoś jest. Po sprawdzeniu mogę śmiało powiedzieć że jestem sama. Idę więc do "swojego" pokoju gdy pewne drzwi przykuwają moją uwagę. Drzwi prowadzące na poddasze, drzwi które zawszę są zamknięte, drzwi które są teraz otwarte. Hm... chyba nie powinnam tam wchodzić, chociaż czemu by nie? Castilo raczej nie mają tam nic złego co może zagrozić mojemu życiu jak tam wejdę, pewnie są tam jakieś stare zdjęcia, albo rzeczy z dzieciństwa Violetty. Przecież nie mam zamiaru ich okradać, czy coś, ja po prostu wejdę sobie, obejrzę i wyjdę. To chyba nie jest zabronione? Na pewno nie jest. 
Podchodzę szybko do drzwi i delikatnie naciskam klamkę, powoli je otwieram a następnie wchodzę. Po drugiej stronie drzwi widnieją schody prowadzące wyżej do pokoju , gdy pokonałam je, obejrzałam się po całym pomieszczeniu. Cały pokój jest pięknie ustrojony, ciepłe i delikatne kolory, nie jest to typowy pokój dzienny czy sypialnia, brak w niej łóżka albo jakichś kanap bądź stołu. Jedyne co tu jest to szafy zapełnione ubraniami, które na pewno nie należą do Violetty, bo nigdy jej w nich nie widziałam, do tego to nie był jej styl. Zapewne jet to garderoba, tylko czyja ? Obchodzę pomieszczenie dookoła, zatrzymuje się przy małej półeczce na której jest ramka z zdjęciem. Biorę ramkę do ręki i przyglądam się zdjęciu w niej. Rozpoznałam na fotografii Germana, który trzyma na rekach małą dziewczynkę, zapewne Violette, do nich przytula się jakaś kobieta, ale nie znam jej. Po namyślę stwierdzam że musi to być matka Violetty, Maria. Odkładam z powrotem ramkę i przechodzę do dalszego zwiedzania. Podczas oglądania w szafie ubrań w oczy rzuciła mi się piękna sukienka, mama szatynki miała gust w kupnie tej sukienki.


 Biorę ją w ręce, podchodzę do lustra i przykładam ją do siebie. Wyglądała bym w niej pięknie, ah,, ta moja skromność. Szkoda że nie wiem gdzie ją kupić , za nią bym dała nawet kilka tysięcy. Przyglądam się jej jeszcze przez dobre kilka minut i coraz bardziej jej pragnę. Kraść chyba nie powinnam tzn. nie mogę, ale ona się tylko w tej szafie kurzy, niedługą ją mole zjedzą. Nie można marnować takiej sukienki, no bo kto będzie w niej chodzić? Violetta? Nie. Angi? Nie sądzę. Olga? Oczywiście że nie. A German chyba jej nie włoży. Zresztą, nawet jak by znikła nikt by tego nie zauważył . Kurcze nie wiem co mam robić, kraść nie mogę , ale dla takiej sukienki to wszystko jest dopuszczalne. Chyba że.... Nagle z parteru dobiega dźwięk otwierających się drzwi. Kurcze ktoś wrócił. Szybko kieruje się z powrotem do drzwi , zamykam je i biegnę do "swojego" pokoju. Dopiero gdy usiadłam na łóżku zorientowałam się że trzymam w rękach sukienkę. O nie, nie, nie, co ja zrobiłam ! Słyszę czyjeś kroki na schodach. Rozglądam się dookoła , by znaleźć miejsce na schowanie sukienki. Nie mam pojęcia gdzie ją ukryć ! Kroki są coraz głośniejsze, co świadczy że ktoś jest coraz bliżej ,,mojego" pokoju. Gdy słychać pukanie do moich drzwi spanikowana rzucam ubranie pod łóżko. Mówię:"Proszę" a do pokoju wchodzi Olga.
- Dzień dobry kochaniutka.- uśmiecha się promienie.
- Dzień dobry Olga - za to ja uśmiecham się sztucznie , bo cały czas się boje że kobieta znajdzie sukienkę.
- Przyszłam tylko by powiedzieć, że jak chcesz to mogę przygotować ci obiad wcześniej , zanim jeszcze wrócisz do domu. 
-Nie , nie. Nie jestem głodna - uśmiechnęłam się zerkając na podłogę, by upewnić się czy sukienka jest niewidoczna - A tak w ogóle to gdzie się wszyscy zapodziali?  
- Pan German z Violetto pojechali na urodziny do matki jego żony a skoro nie ma Germana to Ramalo nie miał po co przyjść a Federico jest u Leona. Za to ja poszłam na zakupy , dlatego mnie nie było i nie miał kto ci zrobić śniadania , mam nadzieje że nie jesteś za to zła ? 
- Oczywiście że nie, jakoś poradziłam sobie z śniadaniem. 
- No to dobrze. Idę rozpakować zakupy i ogarnę trochę ten dom, przecież nie może być ani odrobinę kurzu. - ze śmiechem wychodzi z pokoju. Wypuszczam powietrze i opadam na łóżko. Po kilku minutach wstaje i biorę ubranie z pod łóżka.
- I co ja mam z tobą zrobić ? - szepcze do sukienki. 
Po chwili namysłu wychodzę z pokoju i po cichu idę do drzwi prowadzących do miejsca w którym zabrałam sukienkę. Niestety, Olga musiała je zamknąć, ponieważ się nie otwierają. Wracam do pokoju. Teraz to jestem w kropce, bo co mam zrobić ? Nie mogę iść do Olgi i poprosić o kluczyk do drzwi, podrzucić Violettcie też nie mogę , bo gdybym  zrobiła to zacznie się wypytywać skąd ona się tu znalazła. Zrezygnowana kładę się na łóżku, po upływie godziny wymyślania rozwiązania doszłam do wniosku że mam tylko jedne wyjście. Biorę walizkę leżącą przy szafie, rozpinam ją, wrzucam do niej sukienkę i z powrotem zapinam. A skoro już wzięłam walizkę to spakuje się i tak nie mam nic do roboty. 

             
                                                                                                       KirA
komentujesz-motywujesz

sobota, 26 marca 2016

Opowiadanie 6*

Okey przyznam się..... wczorajsze przyjęcie urodzinowe było fajne. Nigdy od wielu lat tak udanej imprezy urodzinowej nie miałam. W końcu zrozumiałam ile traciłam, tylko szkoda, że się już nie powtórzą. Zapewne mama by mnie zabiła jeśli bym chciała imprezę urodzinową, twierdz że jak będę zajmować się spotykaniem z znajomymi to oni prędzej czy później mnie wystawią i zajmą moje miejsce w show biznesie. Może i ma rację , lepiej nie ryzykować. Dziś postanawiam siedzieć cały dzień w pokoju, nie będę z nikim rozmawiać.  Więc jeśli dziś będę tu siedzieć to przynajmniej zrobię coś kreatywnego. Wzięłam do ręki kartkę i długopis, następnie zaczynam myśleć nad słowami do nowej piosenki.  
Po pewnym czasie ktoś wchodzi do pokoju. 
- Hej Ludmiła- powiedziała cicho Violetta, ja jednak nic nie
odpowiedziałam.
- Cały dzień tu siedzisz, pomyślałam że może przyjdę i..
- I pogadamy tak ?- przerwałam jej 
- Tak.., oczywiście jeśli chcesz.-usiadła obok mnie 
- Przyszłaś tu i myślisz że będę z tobą rozmawiać? Śmieszna jesteś- zaśmiałam się 
- No tak, ale miałam nadzieje że po wczorajszym dniu relacje pomiędzy nami się zmienią.- powiedziała nie pewnie 
- HA! Serio tak pomyślałaś? A może po prostu wczoraj nie chciałam wam robić awantury? Bo byłam tak bardzo znudzona i zgodziłam się trochę pobawić? Nie pomyślałaś że dlatego wczoraj spędziłam zwami czas, a nie dlatego że was polubiłam. Nie dobijaj mnie.- zaśmiałam się 
- Wiesz co, ja na serio pomyślałam że mogła byś się zmienić, najwyraźniej się pomyliłam.- posmutniała.
Właśnie teraz nastała ta nie zręczna cisza. Może trochę przesadziłam, głupio mi się zrobiło. Oni tak się postarali dla mnie a ja jeszcze się ich czepiam. Źle się zachowałam, od bardzo dawna nie miałam wyrzutów sumienia. 
- Mimo tego świetnie się bawiłam- uśmiechnęłam się delikatnie,widząc to dziewczyna również się uśmiechnęła.
- A pamiętasz jak Andres poślizgnął się upadają na trzymającą tort Camile. - Violetta zaczęła się śmiać na cały głos
- Tak, później była cała w torcie- również zaczęłam się śmiać  
Przez kolejną godzinę wspominałyśmy wczorajszy dzień śmiejąc się przy tym. Jednak źle myślałam, Violetta jest naprawdę spoko.
- Ej mam pomysł ?- powiedziała nagle dziewczyna 
- Jaki?
- A może zrobimy sobie babeczki, kakao i po oglądamy jakiś fajny film ? - zapytała z nadzieją. I teraz jestem rozdarta, mam się zgodzić czy zachować się jak zawszę i odmówić. Chociaż czemu by nie, przecież  matka się nie dowie.
- Oczywiście jeśli chcesz, nie chcę naciskać. Wiem że nie zawsze dobrze się dogadywałyśmy ale to nie znaczy że nie możemy porobić coś razem.....
- Okey- przerwałam Violettcie 
- Co? - zdziwiła się szatynka 
- Zgadzam się byśmy spędziły razem trochę czasu,  przecież  nic się stanie?
-No właśnie. Skoro się zgodziłaś to idziemy?- nic nie opowiedziałam tylko się uśmiechnęłam i pokiwałam głową.
Po 1,5 godzinie pracy w końcu mogłyśmy usiąść w piżamach na kanapie. Przygotowane przez nas rzeczy położyłyśmy na stolik przed nami. Teraz pozostało wybrać film.
- A może "Charlie Cloud"?- spytała po raz kolejny o moje zdanie Violetta 
- Nie lubię romansów
- "Wiecznie żywy"?
- Oj nie, słyszałam o tym filmie i nie spodobał mi się 
-Ugh....to może "Gwiazd naszych wina"?
- A może Iluzja ?- zaproponowałam.
- Chyba się nie zdecydujemy- westchnęła szatynka.Przez chwile żadna z nas nic nie powiedziała,obie się zastanawiałyśmy nad filmem.
- Wiem! "Intruz"!- wykrzyknęła Violetta 
- Co, jaki intruz ? 
- To taki film, ponoć bardzo fajny, do tego powinien spodobać się nam obu.
-Hmm... niech będzie.
- No to oglądamy!- ucieszyła się dziewczyna.
Muszę przyznać że to bardzo,bardzo fajny film. Wczułam się w główną bohaterkę. Ma tak jakby dwie osobowości w sobie, do jej ciała wszedł intruz. To tak jakby moim ciałem rządziła inna osoba a ja jestem wolna tylko w swoich myślach, tylko tam mogę wyrazić swoje zdanie tylko że wtedy nikt mnie nie słyszy. To smutne,ale prawdziwe. Powiedzmy szczerze, moja matka decyduję moim życiem, ja nie mam nic do gadania. Tylko że w tym filmie wszytko dobrze się ułożyło a u mnie nie, nic się nie zmieni.
-Ludmiła?- głos Violetty wyrwał mnie z rozmyśleń 
- Tak? 
- Film się skończył 20 min temu a ty siedzisz i nie ruszasz się. Wszystko okey ? - poczułam w jej głosie tak jakby zmartwienie? Nie, na pewno nie, źle zrozumiałam.
- Tak , tak , wszystko ok - uśmiechnęłam się słabo. 
- Niech ci będzie, pewnie i tak byś mi nic nie powiedziała. Ale pamiętaj że jak będziesz chciała się wygadać to możesz do mnie przyjść. -  nagle  przytuliła mnie. Trochę się zdziwiłam ale oddałam uścisk. 
- To może ja pójdę się napić wody - szybko wstałam z kanapy i poszłam do kuchni. 
Gdy znajdowałam się w pomieszczeniu usiadłam na krzesełku i schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie o blat. Co się ze mną dzieje ? Przez te dni spędzone w tym domu czuje się inaczej. Jeszcze nie wiem co czuje ale to na pewno nie żadne z emocji które już znam. 
- O cześć Ludmiła ! - nagle , nie wiadomo skąd pojawił się Federico. 
- A co tu tak sama robisz ? - oparł się o stół na przeciw mnie. 
- Siedzę i myślę a nie widać ? 
- Widać , ale te myśli nie są zbyt pozytywne co nie ? 
- Może yyy... tzn. dobre. Tak sobie rozmyśla o miłych rzeczach - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Yhym.. nie przekonało mnie to ale nie chce się kłócić wiec powiem że ci wierze - uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Ale pamiętaj , nie dasz rady tak długo udawać - szepnął mi do ucha.
- A żebyś wiedział że dam radę ! -  powiedziałam pewnie siebie. Gdy to usłyszał to gwałtownie jego uśmiech znikł. O co chodzi?  
- Na prawdę?  - mówił smutno
- Tak- powiedziałam stanowczo. Stało się coś zaskakującego , chłopak mnie przytulił. Tak po prostu podszedł do mnie i przytulił. Nie powiem że mnie to nie zaskoczyło , bo to mnie BARDZO zaskoczyło. Mimo tego nie wyrwałam  się , było mi bardzo przyjemnie. Od dawna nikt mnie nie tulił a dziś byłam tulona kolejny raz bez żadnych prośby. Nigdy nie lubiłam się przytulać , a tu jeden dzień zmienił to.  Co ja powiedziałam że Federico mnie przytulił ? Przecież nic nie mówiłam smutnego... O nie ! Wiem ! Powiedziałam że dam radę udawać! Kurdę, zawszę muszę coś wypalić. Muszę to jakoś odkręcić i to szybko.
- Wiesz.., ja tylko żartowałam z tym udawaniem - odsunęłam się od niego 
- Tak na prawdę to ja nie mam co udawać,a nawet gdybym miała, to bym nie dała rady trzymać wszystkiego w sobie i raczej komuś o tym bym opowiedziała. Aż tak bez uczuciowa to nie jestem i też czasami potrzebuję szczerej rozmowy- patrząc na jego minę to nie jest przekonany do moich słów. 
- Hm... wiesz Ludmiła nie rozumiem cię- westchnął i oparł się o szafkę stojąco za nim.
- A czego nie rozumiesz? - oparłam ręce o biodra 
- Twojego zachowania, raz potrafisz zachować się mniej bezdusznie, a raz nie obchodzą cię uczucia ludzi. Czasami jak sprawisz komuś przykrość, nie wiedzę w twoich oczach bezdusznego wzroku, który by zabił wszystkich wokół siebie, tylko smutek. Tak jakbyś tego nie chciała, ale coś cię do tego zmuszało. Jakby mała cząstka ciebie, która jeszcze nie została zniszczona przez wirusa, próbowała walczyć. Tylko sama nie daje rady pokonać wirusa większego o 10 razy, ale przy pomocy innej osoby, ta mała część dała by radę zwyciężyć. Musi jedynie pozwolić sobie pomóc.
- Ja...., muszę już iść. Miałam zadzwonić do mamy. - szybko się odwróciłam i pobiegłam jak najszybciej do pokoju.
NIE! Dlaczego się wszystko wali ?! Po co się tak mną interesują? Odczepcie się ode mnie !! 
Ludmiła spokojnie, pamiętaj co mówiła ci mama: " Jak ktoś się wtrąca w twoje życie, musisz sprawić by nawet nie chciał na ciebie spojrzeć. W tej grze każde chwyty dozwolone." 
Czyli muszę wymyślić coś przez co przestanie się interesować moimi sprawami. Tylko czy chcę to robić ? Oj Ludmiła, weź się w garść, zrobisz to czy ci się podoba czy nie! Takiej energii potrzebowałam, bo przez ten dom zaczynam wariować. Nie dobra, wredna, bez duszna i samolubna Ludmiła wróciła.  Tęskniliście? 



                                                                                                                 KirA

piątek, 29 stycznia 2016

Opowiadanie 5*

Dziś są moje urodziny ! Tylko dlaczego nie ciesze się z tego powodu ? Może dlatego że na szóstych urodzinach ojciec wyjechał zostawiając mnie, nawet bez pożegnania. Po prostu spakował się i wyjechał. Nie rozumiem, aż tak bardzo mnie nie chciał że nawet nic nie wspomniał że wyjeżdża ? Mama powiedziała że on nigdy mnie nie chciał , nawet raz namawiał mamę by mnie oddać do adopcji. Całe szczęście mama się nie zgodziła. Dobra koniec myślenia dlaczego tata mnie zostawił , idę się ogarnąć. Dziś wstałam wcześnie bo aż o 7:03. Po przebraniu się i ogarnięciu zaszłam na dół by zjeść śniadanie. Zobaczyłam że przy stole są Violetta, Federico i Angie. Przywitałam się i poszłam do kuchni. Szczerze mówiąc wole jeść w kuchni sama niż w towarzystwie rodziny Castillo nawet jeśli są dla mnie mili i życzliwi. W czasie jedzenia do kuchni weszła Violetta.
- Hejka Ludmi , widziałaś może moją tako różowo z kwiatem bransoletkę? - spytała uśmiechając się. Całe szczęście że nie składa mi rzecze czy czegoś tam. Tego bym nie wytrzymała.
 - Tak chyba widziałam ją w łazience na półce przy lustrze.
-  Aha dzięki. - już miała wychodzić gdy usłyszałam- Wszystkiego najlepszego- i poszła. A miałam już nadzieje że nie wiedziała. Jakoś straciłam apetyt dlatego poszłam do pokoju.
Gdy weszłam do niego zobaczyłam na łóżku pudełko ładnie ozdobione. Otworzyłam je a tam zobaczyłam zestaw do rysowania. Od bardzo dawna planowałam sobie je kupić ale najwyraźniej ktoś mnie wyprzedził. Zajrzałam do wnętrza pudełka a tam znalazłam mała karteczkę z napisem : ,,WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!    Federico ♡". Mega się zdziwiłam, tylko nie wiem co bardziej mnie zdziwiło, czy to skąd wiedział co chce dostać, czy te serduszko na końcu. Samowolnie uśmiechnęłam się do siebie. To bardzo miłe jak ktoś się stara by dać ci idealny prezent. Pewnie musiał się dużo na męczyć by w trafić na coś co mi się spodoba. Postanowiłam od razu przetestować prezent. Wyjęłam kartę , otworzyłam opakowanie zestawu do rysowanie i zaczęłam rysować. Po jakimś czasie skończyłam. Dopiero teraz zorientowałam się że na rysowałam portret Federico. Zdziwiłam się. Odłożyłam przedmiot następnie poszłam się przewietrzyć. Wyszłam z domu zakładając po drodze bolerko.
Spacerowałam tak przez 2 godz bez celu. Gdy w pewnym momencie zauważyłam moje ulubione niegdyś miejsce. Jest to drzewo nad jeziorem , zawsze było tam pusto i cicho , wprost idealnie na przemyślenia. Podbiegłam tak i usiadłam pod drzewem. Odwróciłam głowę w tył by zobaczyć czy jest jeszcze wyrzeźbiony na korze mój inicjał. A jednak jeszcze był. Pamiętam że wyrzeźbiłam go gdy miałam 12 lat. Zawsze tu przychodziłam by odpocząć od całego świata. Często przesiadywałam tu godzinami by tylko poczuć ten niesamowity nastrój tego miejsca. Te miejsce stało się miejscem moich smutków jak i radości. Wlewam tu tysiące łez jak i  wiele uśmiechów radości. Nigdy tego nie zapomnę. Teraz to nawet nie wiem czy przyszłam się wypłacać czy podzielić się radością w tej sprawie jestem rozdarta. Niby jestem smutna ale coś w środku tak jakby kazało być uśmiechniętym, jakby mówiło że jeszcze będę szczęśliwa. Bardzo mnie to zastanawiało.
Około godziny 17 poszłam z tamtą do domu Castillo. Gdy otworzyłam drzwi moim oczom ukazała się grupka wyskakujących osób krzycząc ,,WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO LUDMIŁA ". Wystraszyłam się.
- Czy wy zrobiliście mi przyjęcie urodzinowe? - nie dowierzałam.
- Tak , specjalnie dla ciebie- powiedziała szczęśliwa Violetta.
- I nie myśl że zapomnieliśmy o twoich urodzinach-  powiedział Diego.
- Ale dlaczego ? Przecież jesteśmy wrogami ? - Pytałam się nadal nie wychodząc z zaskoczenia.
- To ty uważasz że jesteśmy wrogami , my tak nie sadzimy- powiedział Federico uśmiechając się do mnie ciepło. Taki jeden mały uśmiech a mi się aż ciepło w środku zrobiło.
- To bardzo miło z waszej strony że  pomimo mojego karygodnego zachowania, wy i tak zrobiliście coś dla mnie, ale niestety ja nie lubię przyjęci urodzinowych wiec jeśli pozwólcie to pójdę już.- posmutniałam i omijając ich poszłam na górę.
To bardzo miłe z ich strony, by zrobić mi niespodziankę ale ja naprawdę nie chcę obchodzić moich urodzin. Po prostu źle mi się one kojarzą. Przygnębiona usiadłam na łóżku , westchnęłam gdy usłyszałam pukanie. Powiedziałem ,,Proszę" a drzwi się otworzyły. Stała w nich Naty.
- Hej. Czemu tak szybko uciekłaś? - spytała siadając obok mnie.
- Jakoś nie mam zbytniej ochoty na imprezę.
- Dlaczego? - spytała z troską. Okey to coś nowego by ktoś się tak bardzo przejął mną. To miłe.
- Yyyy po prostu nie mam i tyle. - zestresowana  się , nawet nie wiem dlaczego.
- Ej, ej od kiedy wielka supernova nie ma ochoty na imprezę?
- Odkąd zostałam odrzucona- szepnęłam do siebie.
- Co? - całe szczęście mnie nie usłyszała.
- Źle się czuje.- odpowiedziałam szybko.
- Na pewno to jest ten powód? Jakoś ci nie wieże. - Serio nie uwierzyła mi w kłamstwo , zawsze się nabierała.
- To nie wież. Źle się czuje i kropka.- położyłam się na łóżku i zaczęłam udawać ból głowy.
- Oj już nie udawaj. Wstajesz i idziesz na dół.- uśmiechnęła się , po chwili łapie mnie za rękę i ciągnie bym się podniosła.
- Nie chce. - zaczęłam narzekać jak dziecko.
- No rusz się i pokaż jak wielką gwiazdą potrafi się bawić. No chyba że nie jesteś wielką gwiazdą- czy ona mnie nie podpuszcza? O nie, pokaże jej jak się bawi gwiazda. Uśmiechnęłam się, wstałam i poszłam szybko w stronę drzwi. Ustałam i Odwróciłam się do Naty która siedziała na łóżku.
- Idziesz ?- na te słowa dziewczyna szybko wstała i podbiegła do mnie. Obie zeszłyśmy , no i zaczęła się impreza!



*KirA*